Dragon Age Inquisition — recenzja

UWAGA! Poniższy tekst powstawał od lutego 2015 roku, w związku z tym niektóre kwestie się mogły nieco przedawnić (zostało chociażby wydane kilka DLC), ale większość nadal jest aktualna.

BioWare nie ma ostatnio szczęścia. Ich ostatnie trzy pozycje raczej nie spotkały się ze zbyt pozytywnym odzewem fanów. Nie poskutkowało hasło: ”Nie ważne co się mówi, ważne że się mówi”. Pytanie jednak nasuwa się samo. Czy takiej sławy oczekiwało to kultowe studio? 

BioWare to żyjąca legenda. Baldur’s Gate II, jest prawdopodobnie jedną z najlepszych gier RPG jaka kiedykolwiek powstała. Star Wars Knights of the Old Republic, nie dość, że depcze wcześniej wspomnianej po piętach to jest dodatkowo osadzona w bardzo popularnym uniwersum. Czyż już taki dorobek nie świadczy o tym, że mówi o legendzie i to ciągle żyjącej!? Przecież nie można zapomnieć o kilku innych, nie gorszych seriach, nad którymi BioWare pracuje, bądź pracowało. Jak Neverwinter Night, Jade Empire lub Mass Effect.

bioware_logo

Kilka ostatnich gier od BioWare to swoista porażka. Dragon Age II był robiony na szybko, pomimo dobrego pomysłu na fabułę oraz wyjątkowo udanego scenariusza, mamy do czynienia z całkowitą klęską i to na wielu płaszczyznach. Star Wars The Old Republic, natomiast zniweczył wszystko to, co było dobre w KotOR-ach. TOR sam w sobie się broni, ale fani nie są w stanie zapomnieć, jakie dziedzictwo musiało zostać pogrzebane. Przy Mass Effectt 3, zostały popełnione największe grzechy, jakie można popełnić tworząc zakończenie epickiej sagi. Dialogi zeszły na drugi plan, a cała gra się skupiała, żeby pchać do końca historii. Już nawet nie wspomnę o zakończeniu, które było pięścią w twarz fanów. Nie rozumiem też, jak mogli poszerzyć wachlarz ruchów bohatera, a jednocześnie zepsuć filing walki. To jakaś paranoja! Możecie się nie zgadzać z moimi opiniami. Jednak nie tylko ja tak odebrałem te gry. Czy powinny ukazać się w takim stanie? Czy BioWare mogło sobie pozwolić na takie nadszarpnięcie swojego wizerunku? Mogli… ale jakim kosztem?

Naprzeciw wychodzi nowa produkcja Kanadyjczyków. Robiona na tyle długo, żeby dopiąć możliwie jak najwięcej. Jednocześnie musi udźwignąć poprzednie porażki i na nowo pokazać graczom, że warto inwestować w ich gry. Muszę stwierdzić, że faktycznie w pewnym stopniu, na nowo im zaufałem.

2014-12-09_00007

Po ponad dwóch latach oczekiwania, na moim dysku zawitała trzecia część Dragon Age. Pomimo pierwotnych trudności z uruchomieniem, mogłem go w końcu doświadczyć w pełni. Mając za sobą kilka innych recenzji gry wiedziałem czego się należy spodziewać. Jednak nie zapominajmy, że wszystkie trzy poprzednie twory BioWare też były wychwalane. Pierwsze, co nas wita po uruchomieniu to nic innego jak menu główne, jednak już i ono jest fabularyzowane. To, co widzimy pierwsze to marsz magów i templariuszy na Konklawe, które ma być ostatecznym rozwiązaniem sporu między zwaśnionymi frakcjami. Wszystko dzieje się więc na krótko po wydarzeniach z Dragon Age II i książek. Sam wątek główny jest dość płytki, pojawia się schemat wielkiego zła i jedynego w swoim rodzaju bohatera, który może to zło zniszczyć. Kiedy spojrzymy na zarys, z pewnością wyda nam się znajomy, czyż nie podobny był już użyty w Dragon Age Początek? Był, tylko należy pamiętać, że w Początku brakowało związku fabularnego. W 2009 roku dostaliśmy grę opartą na prostym prologu, czterech modułach z dużymi zadaniami do wykonania, które zostały dość luźno ze sobą powiązane w okolicach finału gry. W Inkwizycji sprawa ma się nieco inaczej. Tutaj cały wątek główny ma pewne następstwa, a wszystko jest powiązane za pomocą narad wojennych. Należy jednak pamiętać, że mimo wszystko fabuła nie jest budowana tylko przez główne zadania. Bardzo dużo się dzieje w wątkach pobocznych oraz listach, książkach i innych tego typu znaleziskach. Sytuacja ta nie miała miejsca w Początku jak i w dwójce. W poprzednich częściach, fabuła była głównie zbudowana poprzez wątek główny, niewielka część historii została opowiedziana poza główną akcją. Inkwizycja jak widać podąża więc drogą, którą obrała seria The Elder Scrolls czy Dark Souls. Podejrzewam, że gdyby zająć się tylko wątkiem głównym, to grę jest się w stanie ukończyć w około 30 godzin. Słabo, szczególnie że BioWare zapowiadało, iż taki stan rzeczy powinien wynieść takowych godzin około stu. Sam, zajmując się w dużej mierze zadaniami pobocznymi spędziłem w grze blisko sto trzydzieści godzin, a gdybym chciał uzupełnić brakujące questy, to pewnie spędziłbym dodatkowe od dwudziestu do trzydziestu godzin.

Keep

Pisząc o fabule, warto wspomnieć o aplikacji Keep. Dragon Age Keep to sieciowa aplikacja towarzysząca dla Dragon Age Inkwizycja oraz przyszłych części serii. Powstała ona jako odpowiedź na brak importu zapisów z poprzedniczek. Dzięki niej, w szybki sposób możemy odtworzyć wydarzenia z czasów Piątej Plagi i historię Czempiona Kirkwall. W zapowiedziach całość wyglądała bardzo ciekawie Muszę przyznać, że efekt jest całkiem pozytywny. Aplikacja jednak „cierpi” na różnorakie wady i braki. Jednak po stworzeniu stanu świata, nie ma większych problemów z przeniesieniem go do Inkwizycji. BioWare nie jest znane z brania na poważnie importu zapisów, jednak w tym przypadku widać pewne konsekwencje. Dla przykładu, poruszając się po Fereldenie słyszymy tu czy tam o Bohaterze i wszystkie informacje, które zdołałem zasłyszeć były zgodne z moim zapisem stanu świata z Keep. W całej grze jest pełno takich smaczków „przypominajek”, Moim zdaniem jest to bardzo miły akcent. Samo Keep ma jeszcze trochę problemów. Część rzeczy zapowiedzianych przez BioWare musi zostać dodanych. No i ciągle jeszcze nie ukazała się mobilna aplikacja. Owszem, interfejs wersji przeglądarkowej jest w pełni dostosowany do przeskalowania się na tablet bądź smartphone’a, jednak ciągle nie jest to pełnoprawna aplikacja mobilna. Mam nadzieję, że po wejściu najbliższych dużych aktualizacji do Keep w edycji na przeglądarkach dostępna będzie także edycja dedykowana systemom mobilnym.

Dragon Age Inkwizycja daje nam do dyspozycji dziewięciu towarzyszy. Każdy z nich prezentuje nieco odmienny charakter i oczywiście ma inną historię. Pierwsza trójka jest obowiązkowa. Fabuła gry bez nich w zasadzie nie istnieje. Kolejny poważny towarzysz dołącza do nas już w zależności od obranej ścieżki fabularnej. Całe szczęście, że nie musimy z nikogo rezygnować. Wszystkie postaci zostały, moim zdaniem, całkiem starannie wykonane. Moją uwagę w szczególny sposób przykuł Dorian, pomimo faktu, że jest kreacją romansową tylko dla mężczyzn (dlaczego?!), to i tak bardzo go polubiłem. Wyjątkowo pozytywnie zostałem zaskoczony też przez Cassandrę. Po Dragon Age II, nie żywiłem do niej raczej sympatii, a w Inkwizycji zostaje przedstawiona z całkiem innej strony. Ze starych znajomych powraca też Varric. Niestety, nie jest napisany tak dobrze jak w Dragon Age II. Jednak ciągle trzyma wysoki poziom, a jego teksty potrafią rozbawić. Z pewnym dystansem do życia podchodzi też Iron Bull, i jest to o tyle ciekawa persona, że warto wspomnieć, iż jest on wojownikiem qunari. Bardzo przyjemna postać, jeśli ktoś będzie chciał w drużynie wojownika walczącego bronią dwuręczną, to z pewnością powinien się nim zainteresować. W kwestii wojowników do naszej dyspozycji dodany zostaje jeszcze jeden i jest nim Blackwall. Przyznam szczerze, że historia z nim związana jest dużo ciekawsza, niż początkowo się wydaje. Z pewnością wielu z Was będzie zaskoczonych. Kontrowersyjny jest też Solas, aczkolwiek pisanie czegokolwiek więcej o tym protagoniście to zwyczajnie bardzo duże spoilery. Moim zdaniem wystarczy tyle, informacji, ile dało nam studio tuż przed premierą. Elfi mag, który posiada ogromną wiedzę o Pustce, przez co jest bardzo ważny dla Inkwizycji. Przyznam szczerze, że polubiłem tą postać i podejrzewam, że mało kto się do niego zniechęci. Jest dość neutralny. Pozostała trójka, raczej nie popadła w moje łaski. Najlepiej z nich wszystkich wypada Vivienne. Początkowo zdawała się być całkiem przyjemna, niestety im dalej w fabułę, tym bardziej jej nie lubiłem. Odniosłem wrażenie, że podchodzi do Inkwizycji, jakby to ona była alfą i omegą tej organizacji. Być może jest użyteczna na polu walki, ale do samego końca gry nie przekonałem się do niej. Jak na ironię jednak, to właśnie jej podklasa maga wydała mi się być najlepsza, dla stylu rozgrywki który preferowałem. Kolejną niechcianą postacią był dla mnie Cole. Bardzo mało wyrazista kreacja, być może każdy dialog z nim był trochę inny, co niekoniecznie oznacza gorszy, ale jakoś nie mogłem przełamać się. Nie czułem potrzeby wyrzucenia go w Inkwizycji, ale był traktowany przeze mnie jak cień. Niektórzy mogą uznać to za zaletę, ale dla mnie to niestety wada. Na koniec została nam Sera. Dowcipna elfka, zdawałoby się, że jeśli przy pierwszym spotkaniu, nie miało się ochoty jej zatłuc, to już później nie wydarzy się nic niespodziewanego. Niestety, podczas jednej z misji wykazała się tak ogromną arogancją, całkowicie zaślepiona swoimi ideałami. Ta sytuacja sprawiła, że przestałem postrzegać tą postać pozytywnie. Liczyłem, że to jakiś zabieg, który ma sprawdzić, na ile jesteśmy w stanie zaufać naszemu towarzyszowi. Niestety do końca gry szła w zaparte, tak więc zdecydowanie jej nie polubiłem. Kończąc wątek towarzyszy warto wspomnieć, że całkowicie został zmieniony wygląd ekranu wyboru kompanów. W Dragon Age Początek i Dragon Age II widzieliśmy wszystkich bohaterów, a po wyłonieniu ich otrzymywaliśmy krótką animację. W Dragon Age Inkwizycja, są karty wyboru. Każda z nich przypisana innej postaci i co ciekawsze, zmieniają się. Wpływ na to mają misje towarzyszy. O ile się nie mylę to każda postać ma cztery karty, a ta, która się u nas ostatecznie pojawi, zależy od przebiegu zadania zleconego przez towarzysza.

Poza samymi towarzyszami, mamy także trójkę doradców. Leliana, Josephine oraz Cullen. To oni dbają o inkwizycję, kiedy my wyruszamy w teren. Bardzo łatwo ich polubić. Szczególnie że cała trójka jest fantastycznie napisana. Leliana wspomina czasy Piątej Plagi, Cullen dość niechętnie, ale jednak relacjonuje nieco wydarzeń z Kirkwall. Josephine’a natomiast jest nowa w uniwersum. Bardzo szybko się z nią zapoznajemy i cieszymy się jej obecnością. Pod koniec gry otrzymujemy czwartego doradcę, a raczej doradczynię, jednak jestem pewny, że każdy z Was zechce się sam dowiedzieć, kim on lub ona jest. Warto tylko dodać, że z Josephine’ą i Cullenem można romansować.

2014-12-09_00002

W grze mamy do wyboru dwie płcie, trzy klasy i cztery rasy. Płeć nie ma większego znaczenia na dialogi, natomiast wybór klasy i rasy pozwala nam w wybranych konwersacjach wybrać specjalną opcję. Jest to ciekawy zabieg, coś podobnego zostało zastosowane w Dragon Age Początek, ale na nieco mniejszą skalę. Poza klasami dochodzi jeszcze specjalizacja. Konkretnie po trzy na każdą klasę i jedna specjalna. Specjalną specjalizację dostajemy za postępy w wątku głównym, nazywa się ona Inkwizytor i oferuje całkiem przydatną umiejętność. Z pozostałych trzech możemy wybrać jedną. Każdy z towarzyszy reprezentuje jedną ze specjalizacji, dlatego nie ma problemu żeby sprawdzić, która najbardziej nam pasuje.

DragonAgeInquisition_2015_01_27_00_22_54_277

Gra pod kątem mechaniki różni się od poprzedniczek. Nie wiem jak to wyglądało na konsolach, natomiast na PC nic nie stało na przeszkodzie, żeby praktycznie wszystko robić za pomocą myszki. W przypadku Inkwizycji, sprawa jest nieco utrudniona. Dopóki nie przejdziemy do „pseudo widoku taktycznego”, dopóty nasza postać nie zareaguje na polecenia wykonane myszką. Tak samo podczas walki nie wybieramy kolejnego wroga do atakowania, a samemu musimy trzymać przycisk klawiatury odpowiedzialny za atak. Do tego w rytm stukając guziki odpowiadające konkretnym zdolnościom. Nie mamy więc co się oszukiwać. Ta gra jest stworzona pod pada. Wielokrotnie słyszałem taką opinię i to właśnie się czuje. Jednak ja grę przeszedłem na klawiaturze i myszce. Z chęcią sprawdziłbym jak sprawuje się sterowanie przy pomocy kontrolera. Niestety, ciągle nie zainwestowałem w takowy, mimo że jest w moich planach zakupowych już od dłuższego czasu.

DragonAgeInquisition_2015_01_24_19_13_11_403

Dragon Age Inkwizycja oferuje całkiem rozbudowany system craftingu. Z pewnością wypada lepiej niż w poprzedniczkach. Cała magia polega na tym, że wszystko jest banalnie łatwe do załapania. Crafting opiera się na tym, że musimy posiadać odpowiedni schemat, który następnie wypełniamy odpowiednimi materiałami. Wszystko ma swoje wymagania, a w zależności od tego co wybierzemy. Możliwości jest naprawdę dużo, jednak konkretne miejsca odpowiadają za konkretną funkcję przedmiotu. Jedne dodają atrybuty, inne bonusy do ataku, a kolejne dodatkowe obrażenia od konkretnego żywiołu. Wszystkiego tylko pozornie jest dużo. Dlatego też system craftingu jest tak banalny do opanowania.

Ścieżka dźwiękowa do gry nie została skomponowana przez Inon Zura. BioWare postanowiło spróbować czegoś nowego. Z pewnością wiele osób zastanawiało się, czy na jego miejsce wejdzie ktoś, kto będzie w stanie mu dorównać. W tym miejscu można było postawić wiele nazwisk, które chcieliby zobaczyć fani – John Williams, Jeremy Soule, Hans Zimmer, Jesper Kyd. Lista ludzi, którzy są legendą, była długa. BioWare postanowiło dać szansę komuś, kto nie ma aż tak bogatego dorobku. Postawili na osobę, która przed Inkwizycją na swoim koncie miała raptem trzy gry i po kilkanaście ścieżek do seriali (w tym między innymi fenomenalni Wikingowie od History) i filmów. Wybór jednak nie był tym złym. Trevor Morris dokonał niemożliwego i zrobił muzykę, jakiej nikt nie musi się wstydzić. Słuchając ścieżki z gry, jestem naprawdę miło zaskoczony. Być może nie wpada w ucho tak dobrze jak utwory Inona Zura, ale z pewnością pozostanie on zapamiętany. Motyw główny jest na równi z tym znanym z Początku i dwójki. Czy warto zapoznać się z nią zapoznać także poza grą? Jak najbardziej. Nie mam żadnych wątpliwości, że są to utwory zrealizowane z pomysłem i pasją. Trevor Morris, udowodnił, że nie trzeba mieć nazwiska, które ma na ustach każdy, wystarczy mieć pasję i można zrobić coś, co przykuje uwagę największych.
W Inkwizycji podczas odwiedzania tawern napotykamy bardów. W zasadzie wszystkie utwory, które tam słyszymy to małe arcydzieła. Za podkłady do pieśni bardów odpowiada Raney Shockne, natomiast swojego głosu użyczyli: Elizaveta, Veleska Rautenberg, Natacha Santangeli oraz Nick Stoubis. Mieszanka ta sprawiła, że czasami zamiast eksplorować świat wolałem pójść na chwilę do tawerny i posłuchać. Naprawdę fajna rzecz. Do tego podkład niektórych z utworów bazuje na kompozycjach Inona Zura. Twórcy dobrze wiedzieli, jak sprytnie wykorzystać coś, co wiele graczy w Inkwizycję będzie kojarzyło.

Skoro już padło kilka słów o ścieżce dźwiękowej, to warto coś jeszcze dodać o lokacjach, które odwiedzimy. Na przestrzeni całej gry mamy do czynienia z półotwartym światem. Do wyboru, wraz z postępem w grze, jest też kilka naprawdę sporych rozmiarów lokacji. Świat gry sam w sobie nie jest mimo wszystko pusty. Co rusz napotykamy jakieś zadania poboczne, czy to książki czy listy, które uzupełniają historię. Obawiam się jednak, że tu i ówdzie te lokacje się ciągną. Ogólnie rzecz biorąc pustynne przypominały mi trochę Tatooine ze Star Wars Knights of the Old Republic. W skrócie mówiąc, dużo piasku, mało do roboty. Dla zasady trzeba zbadać całą zaciemnioną część na mapie, a ostatecznie i tak nic tam nie ma. Takie odniosłem wrażenie na każdej z pustynnej lokacji poza Zachodnim Podejściem. No i została jeszcze Zakazana Oaza, jest nieco mniejsza od pozostałych map tego typu, więc też nie było źle. Warto jeszcze tylko wspomnieć, że plansze w Inkwizycji są kilkukrotnie większe niż w KotOR-ze… Pozostałe lokacje wspominam natomiast dużo lepiej. Lasy, wzgórza, tu czy tam trochę śniegu. To wszystko ogląda się z przyjemnością i wręcz chce się po tym wszystkim przejść. Wielu z Was zapewne też pamięta powtarzalność lokacji i przedmiotów z Dragon Age II. Wbrew pozorom podobny problem tyczy się Inkwizycji. Miejsca nie są zrobione na jedno kopyto, jednak na przestrzeni Zaziemia, jest co najmniej kilka jaskiń bliźniaczo podobnych. Innym problemem jest uzbrojenie. Tutaj jestem pewny, że powstało raptem kilka modeli pancerzy i broni. Akcesoria zostały całkowicie zrobione na jedno kopyto, co jest jakimś nonsensem. Szkoda, że mając do dyspozycji tak potężny silnik brakło chęci, kasy lub czasu, na dopracowanie tego. Nawet Dragon Age II nie wypada na tym tle tak słabo, jak Inkwizycja.

DragonAgeInquisition_2015_01_05_12_01_01_548

Graficznie gra zdecydowanie jest lepsza od swoich poprzedniczek. Frostbite 3, który napędza grę daje ogrom możliwości. Być może nie wygląda jak Battlefield 4, ale jak na fantasy wszystko jest bardzo przyjemne. W zasadzie nie powinienem za dużo się wypowiadać o grafice. Grając na dość przeciętnym PeCecie, gra mi przycinała na niskich, więc moja opinia pod tym kątem jest mało miarodajna. Ogólnie rzecz biorąc jednak, jeśli ktoś nie szuka fotorealizmu w tego typu rozrywce i jest w stanie przymknąć oko na kilka tekstur niższej rozdzielczości tu czy tam. Świat jest pełny drobnych detali, co można dostrzec na różnych filmikach z gry.
W sprawie grafiki poprosiłem o krótki komentarz znajomego, który zna się na niej dużo lepiej ode mnie i poniżej możecie się z nim zapoznać:
BioWare wykorzystało w swojej produkcji silnik Frostbite 3 i zrobiło z niego całkiem dobry użytek. Przede wszystkim grafika jest naprawdę przyzwoita i przyciąga swego rodzaju plastycznością. Twórcy wykorzystali szeroką paletę efektów postprocesowych, które uwypuklają najlepsze strony oprawy wizualnej. Widać naleciałości znane już choćby za Battlefielda, a więc nieco przesadzone efekty świetlne. BioWare przyzwoicie wypełniło świat elementami środowiska, choć w niektórych przypadkach sprawia to problemy – wydajność leci na łeb, na szyję, gdy karta graficzna musi renderować połacie trawy, a procesor liczyć fizykę dla drzew. Gra nie jest też najlepszym przykładem dopracowania pod względem optymalizacji, ale z drugiej strony nie jest też tak znowu tragicznie. Osoby posiadające karty graficzne AMD mogą cieszyć się obsługą API Mantle, dzięki czemu otrzymają praktycznie za darmo kilka – kilkanaście klatek więcej.

DragonAgeInquisition_2015_02_18_18_04_38_283

Podobnie jak w Mass Effect 3, tak i w Dragon Age Inkwizycja pojawił się tryb wieloosobowy. W obu pozycjach bazuje on na podobnym schemacie 4-osobowego trybu współpracy, przeciwko botom sterowanym przez komputer. Zarys fabularny również jest bliźniaczo podobny, tak jak w ME3 graliśmy specjalnymi oddziałami N7, tak w DAI wcielamy się w agentów Inkwizycji (nobody expects!). Jedyną istotną różnicą są mapy. W ME3 dostawaliśmy mapę, na której wspólnie z towarzyszami broni musieliśmy wytrwać 10 fal. W przypadku DAI poruszamy się po pięciu obszarach na mapę, które musimy oczyścić. Do wyboru mamy kilka postaci, których klasy i umiejętności są ściśle związane z tymi z trybu fabularnego. Do dyspozycji zostały nam również oddane 3 mapy, co jest niestety wręcz śmieszną ilością. Sytuacji nie ratuje też szybko wydany dodatek Zniszczenie, który jedynie modyfikuje wspomniane, a nie wprowadza całkowicie nowych. Ogólnie multi nie przypadło mi do gustu. Dużo lepiej pod tym kątem bawiłem się w Mass Effect 3, gdzie był wprowadzony na siłę, ale mechanizm poruszania się rodem z Gears of War sprawił, że wszystko było w miarę przyjemne. Obawiam się, że system walki z Dragon Age Inkwizycja, nie przełożył się na zbyt wysoką grywalność w trybie dla wielu graczy, przez co zwyczajnie się w nim męczyłem. Na domiar złego, gra ma też poważne problemy z łączeniem się graczy. Pomimo wielu prób nie udało mi się zagrać z jednym znajomym, jak bardzo byśmy oboje nie próbowali. Niejednokrotnie straciłem również połączenie w środku rozgrywki.

DragonAgeInquisition_2014_12_29_14_22_27_988

Oddzielny akapit należy się jeszcze polskie lokalizacji gry. Do wykonania jej została wynajęta grupa Albion Localisations i cóż, tłumaczenie jest kiepskie. Definitywnie widać, że brakło czasu na testy. Momentami bywa niespójnie, że już nie wspomnę o różnych sytuacjach, gdzie coś brzmi głupio. Trzeba też zaznaczyć, że występuje poważny problem z rozpoznawaniem płci bohatera, przez co wychodzą różne dziwności. To wszystko da się jeszcze naprawić, również staram się zrozumieć, że Inkwizycja to nie jest FPS na 8 godzin. Jednak naprawdę boli, kiedy podczas radosnej rozgrywki natykamy się na pewne rażące błędy. Gra nie posiada również polskiego dubbingu. Oznacza to mniej więcej tyle, że podczas rozgrywki usłyszymy angielskie głosy, a w tle przeczytamy polskie napisy. Rozwiązanie bardzo klasyczne, aczkolwiek z mojej perspektywy dość bolesne. Bardzo podobał mi się polski dubbing w Dragon Age: Początek. Przebudzenie też było niczego sobie, natomiast brak lokalizacji dla części DLC do DAO i brak dubbingu dla DA2, były dla mnie bolesne. W Polsce da się robić fajny dubbing do gier fantasy i DAO było tego doskonałym przykładem. Co innego serie jak Mass Effect, gdzie polski dubbing przeważnie brzmi jak nieudany, acz kosztowny dowcip.

DragonAgeInquisition_2014_12_28_00_19_09_557

Dragon Age Inkwizycja to udowodnienie BioWare’u, że nadal wiedzą jak robić dobre gry. Nie doświadczyliśmy tu rewolucji, ale z pewnością jest to porządnie wykonana rzemieślnicza robota. Pomimo pewnych wad Inkwizycja daje nadzieję, że BioWare będzie znowu pięło się ku górze i tworzyło gry wyznaczające standardy. Problemem może być znowu ultra poprawność polityczna czy miejscami dziwnie, wręcz głupio prowadzone wątki główne. Jednak wszystko, co otrzymuje w grze, sprawia że chcemy więcej i więcej, a to jest chyba najważniejsze w produkcjach. Sto trzydzieści godzin spędzonych z Inkwizycją, uważam za jak najbardziej udane i życzę sobie oraz Wam, aby BioWare trzymało tak wysoki poziom również w przyszłości.

Plusy:
+ W większości fabuła.
+ Niektóre wątki poboczne.
+ Towarzysze.
+ Doradcy.
+ Podniebna Twierdza.
+ Kilku starych znajomych.
+ Keep.
+ Ogromny świat.
+ Zakończenie.

Minusy:
– Lokacje pustynne.
– Powtarzalność wyglądu uzbrojenia.
– Przeciętna optymalizacja.
– Zabugowane osiągnięcia.
– Zbędny tryb wieloosobowy.
– Sera!

Ocena: W tym miejscu z reguły pojawia się ocena. Ja postanowiłem jej nie wystawiać. W recenzji ująłem wiele aspektów, na które zwróciłem uwagę i uważam, że każdy powinien sam prześledzić te akapity i skonfrontować je ze swoim gustem. Jestem świadom tego, że przeczytanie tej ściany tekstu może być nie lada wyzwaniem, ale naprawdę, weźcie pod uwagę fakt, że jestem ogromnym fanem serii, a także redaktorem na Przystani Szarego Strażnika. Jak mógłbym wystawić niską notę, skoro czekałem z utęsknieniem na Inkwizycję od kiedy ukończyłem Dragon Age II?