Plants vs. Zombies Garden Warfare 2 — recenzja

Od dłuższego czasu do gier podchodzą z rezerwą. Umiem się złapać na hype przedpremierowy, ale nauczyłem się też, że przed samą premierą należy ochłonąć, bo można się sparzyć. Całe szczęście, w przypadku Garden Warfare 2 ten zabieg nie jest konieczny. 

Do dziś mam w pamięci konferencję Eletronic Arts z 2013 roku na E3. Po krótkim wstępie Pana Petera Moore'a zaczęła się pierwsza prezentacja. Wszystko ropzoczęło się od charakterystycznej muzyki, którą każdy kojarzy z serią Battlefield. Kilka animacji sugerowało, że zaraz zostanie nam pokazany Battlefield 4, ale tak się nie stało. Na koniec tego 'intro' wszyscy, którzy oglądali konferencję zobaczyli napis "Garden Warfare", oczywiście napisane czcionką kojarzoną ze wspomnianą serią strzelanek.

Zabieg ten pokazał, że EA nie boi się promować nawet tak zagadkowej marki jak Plants vs. Zombies. Oczywiście na platformach mobilnych święciła ona już wtedy nie lada sukcesy, jednak teraz nie mówimy o grze, w którą zagra każdy, kto spędza czas nad produkcjami mobilnymi, a o grze, która ma być skażualizowanym Battlefieldem. Rok 2013 to przecież rok premiery nowych konsol, a EA zamiast zacząć od 'mocnego przyłożenia' i zaprezentowania tytułu, który wyciśnie jak najwięcej z nowych urządzeń pokazało coś, co nie wymagało mocnego komputera, a do tego bez problemu radziło sobie na Xboxie 360 oraz PlayStation 3.

Mimo całej pozytywnej otoczki, jaką EA wytworzyło wokół Garden Warfare sam w pierwszą część wsiąknąłem dopiero kiedy pojawiła się ona w paczce EA na serwisie Humble Bundle. Gra po prostu emanowała pozytywną rozrywką, czysty fun, bez nadmiaru frustracji, jaki się pojawia w grach typu Battlefield podczas gorszego meczu. Całości pozytywnych wrażeń dopełnia miła dla oka grafika.

PvZGW2_screenhi_930x524_gamescom3

Pod koniec lutego otrzymaliśmy Plants vs. Zombies Garden Warfare 2. Przyznam szczerze, że naprawdę czekałem na tę grę i liczyłem, że będzie dobra, taki obiecujący omen nadchodzącego roku. Dobrze by więc było, żeby spełniła moje oczekiwania. Jednak, już od momentu uruchomienia recenzowanego dzieła wiedziałem, z czym mam do czynienia.

Garden Warfare 2 realizuje wzorowo podstawowe założenia dobrego sequela, czyli więcej i lepiej. Każdy, kto się dobrze bawił w oryginalnym Garden Warfare z pewnością szybko też odnajdzie się i w tej części.

pvzgw2_screenhi_930x524_backyardbattleground

Największą zmianą jest zrezygnowanie z menu głównego na rzecz Podwórka. Na Podwórku oczywiście możemy wejść do opcji i poustawiać wszystko, co jest nam potrzebne, ale to nie jest jego główne zadanie. W przeważającej mierze służy nam ono za miejsce do wykonywania misji w pojedynkę. W pierwszej części nie było żadnego trybu dla samotników, w tym przypadku jest jednak inaczej. Nie zmienia to faktu, że w tym trybie nie dzieje się nic specjalnego. Misje opierają się na dotarciu do odpowiedniego miejsca lub odparciu kilku fali wrogów, nie ma więc w tym niczego specjalnego. Warto też wspomnieć, że podwórko jest podzielone na 3 części, 2 to bazy – zarówno Roślin, jak i Zombie, natomiast centralna część to pole bitwy, gdzie można postrzelać trochę do wrogów sterowanych przez SI. Dodatkową zaletą podwórka jest możliwość wypróbowania każdej dostępnej postaci.

W kwestii rozgrywki wieloosobwej niewiele się zmieniło. Jest ona bliźniaczo podobna do tej znanej pierwszego Garden Warfare. Nowe tryby gry są wariacjami tego, co znamy z gier typu Battlefield i z pewnością wielu graczom podejdzie do gustu sposób, w jaki zostały one zrealizowane. Nowe postacie, po 3 na każdą ze stron konfliktu, wprowadzają trochę innowacji na polu bitwy, jednak można dyskutować, czy został zachowany odpowiedni balans. Ja jednak liczę, że PopCap nie jest głuche na reakcje graczy i w kolejnych łatkach zrównoważenie będzie poprawiane.

PvZGW2_Z7_Preorder_frame_930x524

Zarówno pod kątem grafiki, jak i ścieżki dźwiękowej nie dostrzegłem istotnych zmian. Wszystkie nowe modele idealnie wpasowują się w klimat gry, więc widać, że PopCap wie, co robi i w którym kierunku chce iść ze swoją produkcją. Z muzyką jest podobnie, nawet jeśli pojawiają się jakieś nowe utwory, to są to wariacje stworzone zgodnie z tym, co słyszeliśmy już w pierwszej części, więc niejako gubią się w tłumie. Ciężko mi powiedzieć, czy to zaleta, czy wada, ale jak dla mnie tworzy to spójną całość i świadczy dobrze o twórcach.

Pozostaje więc odpowiedzieć na pytanie: czy warto zagrać w Plants vs. Zombies Garden Warfare 2? Zdecydowanie tak! Mało która gra obecnie emanuje tak czystą i przyjemną rozrywką. PopCap doskonale wie, co robi przenosząc po raz kolejny swoją markę na duże sprzęty i naprawdę chciałbym, żeby tak wyglądały produkcje tego typu. Być może nowości nie przytłaczają, ale ciągle jest to bardzo solidny tytuł, do którego z pewnością będę powracał.

Plusy:
+ Wprowadzenie trybu dla pojedynczego gracza;
+ Nowe postacie;
+ Śliczna grafika;
+ Możliwość importu części odblokowanych rzeczy z pierwszej części;
+ Czysta przyjemność płynąca z rozgrywki;
+ Optymalizacja na PC.

Minusy:
– Zmian mogłoby być więcej.

Ocena 8/10

Za dostarczenie gry do recenzji serdecznie dziękuję Electronic Arts Polska!